sobota, 19 listopada 2016

Moje Postanowienia Adwentowe

Tegoroczna przeprowadzka skłoniła mnie do przemyśleń na temat gromadzonych przez nas dóbr.
Prawie pół roku "na kartonach", dwukrotne pakowanie i rozpakowywanie, wożenie wte i wewte.
Już teraz wiem, że przyda mi się seria sesji u psychoterapeuty.
Następnej przeprowadzki już nie przeżyję, ewentualnie trafię do zakładu zamkniętego.



Jako dziecko w oczekiwaniu na Święta zawsze robiłam Postanowienia Adwentowe.
A nie Kalendarz Adwentowy ;)
I w tym roku adwent zaczyna się 27 listopada, ale ja zaczynam go od dziś.
Taka wielka ochota mnie naszła żeby COŚ "postanowić".
Zamiast "kupię sobie" - "odmówię sobie". Zamiast prezentu na każdy dzień - jedno nadprogramowe zadanie do wykonania.
Niepopularny temat?!!! A co mi tam :P, ale jak kształtuje charakter ;)

Ciuchy. Skąd się ich tyle nazbierało?! Przecież połowę oddałam, a drugą połowę wywaliłam? Skąd ONE tu wszystkie są? (i dlaczego w większość się nie mieszczę? ). Ubranka Dzidziusia!? Malutkie śpioszki, zabawki, butelki...... których już nigdy nie użyję (serio serio). Kartony rzeczy do oddania szwagierkom.... Dziecięcymi ciuszkami zawalone kilka ogromniastych szuflad!!!!  Ciuchy S.'a, który wiecznie nie ma co na siebie włożyć, a w szafie 30 koszul w identyczną kratkę i ponad 30 T-shirtów. Oj Kochani, w tegorocznym Adwencie nie zarobią na nas sklepy odzieżowe, sieciówki ani nawet Zalando ;) Na Święta ciuchów pod choinkę też nie będzie. (PS - tyczy się to również czapek, szalików i rękawiczek).

Kosmetyki. Z tym będzie ciężko, ale przynajmniej postaram się ograniczyć do niezbędnych rzeczy. W sieci nazywa się to Projekt Denko ;) więc w wolnym tłumaczeniu, nie kupię kolejnego kosmetyku zanim nie skończę otwartego. A  jest tego sporo, mimo że co niektórzy mają więcej.

Ceramika i skorupy. Durnostojki, obrazki, wazoniki. Teraz wiem że mam dwie półki nieużywanych szklanek i kieliszków i tyle kubków, że nie wytłukę ich przez najbliższe 20 lat, nawet gdybym je intensywnie używała. Wiem, że to ładnie wygląda i rączki świerzbią żeby kupić. Nic z tego... przynajmniej do końca roku ;)

Jedzenie. Nie będę marnować i wyrzucać jedzenia. Nie chodzi o słodycze, bo to temat który wałkuję okrągły rok, a słodycze się u nas nie  zmarnują, bo nie zdążą. Mam nadzieję się uporządkować żywnościowo, wraz z układaniem posiłków i planowaniem zakupów dla całej naszej trzyosobowej  rodziny + kot. Markety i dyskonty zapewne nie odczują znacznie strat z powodu mych wyrzeczeń, ale mój portfel z pewnością.  Acha i w tym roku żadnych słodyczy na święta. Dzidziuś ma wsypkę i parchy, a ja tyłek do kwadratu.

Papierzyska. Stare gazety. Może wy jesteście bardziej zorganizowani w tej kwestii, ale ja jestem beznadziejna. W zeszłym roku z Dzidziusiem na kolanach przewertowaliśmy tryliardy świstków. Może i teraz na mnie spłynie jakieś natchnienie i olśni czeluści kartonów z dokumentami. Jeśli nie to po prostu będę musiała spiąć pośladki.

Kończąc te przydługie wywody wracam do przewalania zwiezionych siat ze skarbami.
klik klik, można wydrukować :) i uzupełnić we własnym zakresie :)

Brak komentarzy: