wtorek, 14 lutego 2017

A jednak Walentynki!!!

Czasami mam takie dni, że od samego rana przeklinam, że jednak wstałam z łóżka.
Nie ma kiedy kawy wypić, nawet na urlopie załatwianie spraw z wywieszonym ozorem, od szóstej rano na nogach.
W mieszkaniu syf jakby przebiegło stado bawołów. Klnę pod nosem, mruczę złośliwości.
Potem ryczę jak bóbr, bo usłyszałam piosenkę, bo przeczytałam coś gdzieś o wojnie, chorych dzieciach, uratowanym kotku.
Wieczorem płaczę, bo cały dzień wrzeszczałam, narzekałam, ciskałam szmatą i tłukłam garami.
A przecież mam zdrowe dziecko, kochanego męża,  wspaniałą rodzinę i rasowego kota. Kocham ich do szaleństwa.
Niestety, najczęściej mam wrażenie, że oni po prostu mają to w dupie. Że nie chcą się stosować do moich próśb, żebym im na głowę nie wlazła, żeby nie okazać się pantoflarzem pierwszego sortu. Mąż siedzi wiecznie z nosem w komputerze, nie odzywa się do mnie bo po co, o wszystkim przeczyta sobie na blogu.
Mamy całkowicie inne poglądy, smaki i upodobania. Jesteśmy jak dwa przeciwne krańce galaktyki.
Dwie komety na kolizyjnym kursie.
„Wkurzona jesteś, a wysiadaj sobie z auta, na zdrowie. Ciesz się, że się zatrzymałem.”
„Chcesz iść do knajpy na obiad? No a po co, przecież mamy ziemniaki i mięso.”
A w gruncie rzeczy ciągle myślimy podobnie. Tym samym torem. Mówimy to samo jednocześnie.
Taki jeden, mały, chowa się n-ty raz pod stół jak chcę mu ubrać spodnie. A potem wrzeszczy, bo go spod tego stołu w końcu wywlokę.
I tłumaczę po 10 tysięcy razy. A on mówi „Pesiasiam Mamunio” i całuje mnie w czółko. No ryczę znowu. A on ucieka przed kolejną porcją garderoby.
Niektórzy mówią, że to nerwica, inni ze stres, jeszcze inni że hormony i PMS, albo może menopauza. W końcu jestem już w tym wieku ;)
Tłumaczcie to sobie jak chcecie. Tłumaczcie późnym macierzyństwem, tłumaczcie nieprzystosowaniem do bycia matką.
Co ja bym bez nich zrobiła.

A oni beze mnie.


wtorek, 7 lutego 2017

Nasza sypialnia

Z uwagi na zbliżające się walentynki, dziś rzecz będzie o sypialni.
Nie tylko o wygodnym i miękkim materacu, ale o klimacie który stworzymy, aby nam było w niej przyjemnie….. Przytulnie, niezobowiązująco, lekko sennie. Ale bez żadnego różu i słodzenia proszę Państwa.

A co my robimy w sypialni? Oj moi kochani, dużo rzeczy. Wczoraj, na przykład siedzieliśmy we trójkę w łóżku, oglądaliśmy bajki na laptopie i jedliśmy frytki z majonezem. Bolka i Lolka, a to jest bardzo niemoralna bajka, dziś by jej nie dopuścili do produkcji.  Potem mnie tak suszyło, że całą noc wstawałam, popijałam colą i zagryzałam czekoladą, aż rano obudziłam się na sofie w salonie. Z Młodym pod pachą i kociubińskim w nogach. Śniło mi się, że wyjmowałam pranie ze zmywarki i dziwiłam się że takie suche skarpetki.  Intensywne nocne szaleństwa.

Aktualnie w sypialni mam łóżko ze zdjętym  do tapicerowania zagłówkiem, roletę i karnisz czekający na firankę. I szafę mamy ogromną, na całą ścianę. Taką szafę zamiast garderoby. Może ktoś lubi taaakie szafy, ale nie ja. Aktualnie doszłam do jako takiego porozumienia, z szafą i sobą samą, że już mnie nie razi tylko po prostu sobie egzystuje. Moja połowa jest jeszcze względnie ok, natomiast część S’owa wygląda jak cierpiąca na niestrawność ośmiornica. Zwinięte w kłębowiska ciuchy  wypadają lub mają zamiar wypaść, lecz jakaś czarodziejska siła trzyma je na półkach. Ach, kiedy wymyślą replikatory na ubrania jak w Star Treku.

Wizualizacje naszej sypialni pokazywałam kilka postów wcześniej, natomiast dziś podzielę się moimi marzeniami o dodatkach. Jeśli coś kiedyś kupię, dam znać :)

Świece, świeczniki, pościel, zielony wazon, pled, narzuta i firany i poduchy są z H&M Home,  kulki z CottonBallLights, srebrny kubek i lampion z Home&You.
Klosze lamp wiszących to białe Hemsta z Ikea, szukam jeszcze pasujących kinkietów. Łóżko które pokazuję to MTI Furninova, niestety mimo że jest piękne, to obite całe jasnym materiałem, nie spełniało naszych wymogów w kwestii praktycznej. 
Farbę wybraliśmy w Obi, a właściwie to ja chwyciłam pierwsze lepsze wiadro ze złamaną szarością. Niestety jak to zwykle z farbami bywa, "Healing Grey" Beckersa uraczyło mnie ciemną, zgniłą zszarzałą oliwką. Obrazów szukałam na stronach www.galeriaplakatu.com.pl ale jeszcze się łamię ;)



Codzienność

Zaczęło się to wszystko od pierwszego tańca podczas naszego wesela, kiedy DJ puścił nam całkowicie inną piosenkę.
A może już rano w dniu ślubu kiedy to się straszliwie rozpadało i tak kropiło cały dzień?
A nie, przepraszam, już podczas zaręczyn gdy pogoda popsuła wszystkie nasze plany, a podczas spotkania rodzinnego mieliśmy całkowicie inne wizje świata.
A może nawet wcześniej, gdy oglądaliśmy pierścionki zaręczynowe, albo wtedy gdy chodziliśmy jeszcze na randki……… 
A może to były te pamiętne walentynki kiedy dostałam koszmarny koszyczek z suszonymi kwiatkami, bo nic innego nie było w sklepie i kupił mi na odczepnego to co zostało.
Albo te wszystkie mikołajki w szkole, kiedy inne dzieci dostawały fajne prezenty, a ja wstrętne lalki z kiosku. Albo lizaka, który mi spadł na korytarzu, bo ktoś mnie popchnął.

Oczekiwania. Nauczyłam się, że czym mniejsze mam oczekiwania w stosunku do innych, tym mniej się zawiodę.
Nauczyłam się nie wymagać niczego od innych. Tym bardziej zgorzkniała i zrzędliwa się stałam, mrucząc pod nosem, że muszę wszystko ogarnąć sama.
A może mi się tylko tak wydaje, bo tak naprawdę robię tylko to co muszę, ograniczając się do minimum. Minimum słów, minimum gestów.
Pamiętam te wszystkie nieprzyjemne rzeczy które mi się przydarzyły, rozczarowujące wydarzenia, nie rozpamiętuję ich, ale pamiętam, zamiast zapomnieć.
Skoncentrować się na chwili obecnej i tym co mam. Bardziej się starać, bardziej dawać coś od siebie, zamiast czekać w nieskończoność na gesty innych.

Oj, próbowałam już nie raz. Plany, których już nie robię. Marzenia, których już nie mam. Wakacje i urlopy, na które już nie czekam z utęsknieniem. Urodziny i Święta, które mnie nie cieszą. Ryzyko, którego nie podejmuję. Ambicja, która wysiadła na poprzednim przystanku.
Dostosowuję się do tego co mnie otacza. 

A może to tak jest, że tylko nieliczni dostają dar od losu, a inni na szczęście muszą sobie zapracować w pocie czoła? Muszą wcisnąć temu nieszczęsnemu DJ'owi CD z tą konkretną piosenką, a nie liczyć, że Autor i tytuł wystarczy? (a on i tak się pomyli) .....Może przestać tańczyć i zrobić awanturę, że to nie ta? (będzie siara na całego) Może przestać po 13 latach wspominać jak się to wszystko zaczęło? Zamknąć ten rozdział i skupić się na tym, co daje najwięcej szczęścia na świecie czyli uśmiechem własnego, zdrowego i wesołego dziecka. On jest najwspanialszym darem od losu który obydwoje dostaliśmy.


If I caught the world in an hourglass
Saddled up the moon
So we could ride
Until the stars go dim
Until 

poniedziałek, 6 lutego 2017

Remont w małym m3 w bloku

Ostatni, miejmy nadzieję, wpis o robieniu przemeblowania w m3, bez rozwalania ścian i robienia totalnej rozpierduchy.
Tyle miałam bezsennych nocy, tyle przemyśleń, co zrobić, jak usprawnić sobie życie w naszym małym mieszkanku, gdy urodzi nam się synek.
Podzielę się z wami jednym z planów, który nie uwzględnia spania w salonie, tylko dwie oddzielne sypialnie. Zaznaczam, bardzo, ale to bardzo małe.
Niestety wymaga generalnego remontu i przeniesienia kuchni do salonu. W naszym przypadku remont byłby karkołomnym wyzwaniem, bo mieliśmy już znacznie zmieniony układ mieszkania, ale jeśli ktoś dopiero  kupuje takie mieszkanie w bloku, albo odziedziczy po babci, cioci itd., może z powodzeniem plan zrealizować. Należy zwrócić uwagę na rozmieszczenie pionów kominowych, my również mieliśmy gaz do kuchenki, więc oznaczałoby to również przebudowę wentylacji i przeciągnięcie rur przez wc i łazienkę.

Aktualnie budowanych jest wiele mieszkań, o podobnym rozkładzie i równie niewielkim metrażu,ale już w nowym budownictwie.

Pierwszy rzut to nasze stare mieszkanko w bloku, wersja podstawowa z roku 1989.
Poniżej rzut mieszkania przebudowanego.




Rzeczy, które prawdopodobnie będzie trzeba wykonać:
  • Wymiana okien i parapetów na nowe.
  • Skucie posadzki w kuchni – może się okazać że pod kafelkami będzie lastryko. Taka była kiedyś moda. Podobnie może być w łazience i WC.
  • Przy okazji poprowadzenia rur do aneksu kuchennego w salonie możemy pokusić się o  wymianę drzwi i ościeżnic z metalowych na drewniane, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych (wierzcie mi, już nigdy nie będzie ku temu okazji) przy czym drzwi w sypialniach możemy zaprojektować przesuwne, będzie to znaczna oszczędność miejsca.
  • Zabudowa/remont balkonu. 
  • Zmiany elektryczne – oświetlenie, gniazdka, przyłącza.
Po tych, najbardziej niszczących pracach można przystąpić do normalnego remontu z takimi przyjemnymi rzeczami jak cekolowanie i malowanie ścian, układanie podłogi, remont łazienki  wc.


Wszystko ma swoje plusy i minusy. Dużym udogodnieniem w tym projekcie są dwie osobne sypialnie. Niestety są malutkie, zmieści się w nich łóżko, szafa i bardzo malutkie biurko. Część rzeczy będzie musiała zawędrować do innych szaf w przedpokoju i w salonie. W przedpokoju musi się zmieścić pakowna szafa na kurtki, płaszcze, buty, zapasową odzież zimową, walizki itd.W salonie łączącym funkcję kuchni, jadalni, oraz kącika wypoczynkowego nie unikniemy wrażenia ścisku. Dla mnie największym minusem, oprócz oczywiście metrażu, jest tu brak okna w aneksie kuchennym. 


piątek, 3 lutego 2017

Sypialnia w salonie. Odsłona druga.

Pokój u Babci, w którym spędziłam pierwsze lata życia, niecałe 8m2 i to z kaflowym piecem, razem z rodzicami. Babcia, dziadek i wujek w drugim, „dużym” pokoju i przelotowa kuchnia z wanną ukrytą pod stołem.  
Pierwsze własne mieszkanie rodziców, kawalerka 35m2 na Gdańskim Przymorzu. Mała łazienka, tycia kuchnia i pokój dzienny, w którym było wszystko, szafy, telewizor, ogromny regał, rogówka, mój tapczan, rozkładane biurko, duży stół.
Mieszkanie na Chełmie, gdzie spędziłam prawie całe moje życie. Duże, dwupokojowe 49,5 metra. Jaka to była radość, pierwszy własny pokój, umeblowany zbieraniną szafek z poprzednich mieszkań, duże łózko zamiast „półkotapczanu”. Własny Kot w pierwsze wakacje na „nowym”.
Połowę tego mieszkania stanowił duży pokój. W nim toczyło się życie. Był w nim telewizor, jadalnia, rogówka którą na noc rodzice rozkładali do spania, stolik kawowy, biurko taty.
Jakkolwiek absurdalny wydaje się aktualnie, w dobie kredytów, pomysł dwupokojowego mieszkania dla rodziców z dzieckiem,  w latach 80-tych był naszym szczytem marzeń. Może wtedy potrzeby były mniejsze, mniej mieliśmy rzeczy?

Dziś kolejna odsłona moich rozważań 2w1 czyli, jak zrobić sypialnię w salonie.
Dziecko, z którym cały czas dzieliliśmy sypialnię chce w końcu mieć własny pokój. Rodzice zwykle wynoszą się do salonu.
Mimo, że całe pokolenia mieszkały właśnie w ten sposób, dla mnie brak własnej sypialni jest nadal nie do ogarnięcia.

Jeśli salon jest wystarczająco duży, jeśli chcecie, wciśniemy tam wygodne łóżko. A dorastające dziecko będzie miało pokój tylko dla siebie.

Podzieliłam pokój na dwie strefy. Strefa snu jest na końcu pokoju, oddzielona ażurową, przepuszczającą światło zasłonką, albo firanką (najtańsze wyjście). 


Strefa wypoczynku jest od strony drzwi do pokoju, mamy tu wygodną sofę, stolik i regał z telewizorem.


Układ mieszkania pozwala na wygodne ustawienie również biurka i dużych pojemnych szaf.  



Plan pokoju narysowałam w darmowym programie on-line: floorplanner.com.

czwartek, 2 lutego 2017

Mała sypialnia czyli znowu 2w1 a nawet 3w1

Skończyły się największe wydatki związane z wyposażeniem mieszkania, więc planuję sobie w lutym odpocząć również od zakupów meblowo wnętrzarskich. Przy okazji może coś zaoszczędzę.  Po pierwsze i tak nie mam weny co gdzie i z czym, a po drugie nie mogę się dogadać ze współlokatorami co do funkcji i przeznaczenia pewnych mebli w pewnych pomieszczeniach.

To dłuższa historia. Bo jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Z reguły o ich brak. Z założenia kupowaliśmy mieszkanie takie, aby nie brać kredytu. Ewentualnie obejść się jak najmniejszą pożyczką. (Nie żebyśmy nie mieli zdolności kredytowej, bo mieliśmy i to hohoho. To znaczy ha ha ha .) Dlatego też metraż mieszkania nie powala na kolana. Niecałe 60m2.

Nasza sypialnia ma „aż” 12m2. No, cieszę się, że ją w ogóle mamy.
12m2 -  z czego połowę zajmuje łóżko a drugą połowę zabudowa z szafami. Zostaje bardzo niewiele miejsca.
Aktualnie to „niewiele miejsca” i tak jest zajęte łóżeczkiem młodego, który niestety nie chce się od nas wyprowadzić.

Cały problem dotyczy domowego biura, a raczej biurka na komputer. „Tak zwane” domowe biuro.  Ja nie mam czasu z niego korzystać, bo mój laptop służy najczęściej oglądaniu bajek,  natomiast S. chce tam spędzać całe wieczory, noce i weekendy. Zasłania się nadgodzinami i dodatkową forsą, ale ja wiem, że on po porostu miga się od obowiązków domowych. I chce jak najmniej czasu spędzać z dzieckiem. Tak, na bank. Mi by wystarczyła mała toaletka z miejscem na laptop i półka na segregatory, plus wygodny fotel. S. pragnie wielkiego stołu z regulowaną wysokością, który mu pozwoli pracować w pozycji stojącej, za bagatela …. 2,5 tysiaka. Nie wiadomo gdzie takiego grata postawić, bo w sypialni mamy tylko wolny  metr ściany, a w salonie jak wstawimy biurko to nie będzie miejsca na sofę. Tymczasowo rolę biurka pełni stary rozkładany stół w pokoju Dzidziusia. Kiedyś jednak młody dorośnie do korzystania w pełni ze swojej kwatery i będzie tam miał swoje wyrko i będzie tam spał. I będzie „Won Tatuś. Idż sobie stąd!”
Po to przecież kupowaliśmy mieszkanie.

Niestety bolączką małych i nieustawnych mieszkań jest kumulacja wielu funkcji w jednym wnętrzu.
Z braku kasy trzeba podjąć decyzję – większy kredyt i większe mieszkanie, czy też brak kredytu, święty spokój finansowy i mniejsze mieszkanie (brak kasy tak czy siak). W życiu małżeńskim przyjęło się, że trzeba spać razem i mieć jeden pokój. My czyli Rodzice nie mamy swoich osobnych pokoi, a szkoda.
Sypialnia dla nas musi zatem być nie tylko miejscówką z łóżkiem, musi także pomieścić pojemną garderobę, domowe biuro i kącik do spokojnego czytania.

No i ja muszę się gdzieś zamknąć gdy mnie boli głowa.

Poniżej kilka wizualizacji naszej sypialni. I mój wielki plan, jak ją zaaranżować. Zobaczmy co z tego wyjdzie. Plan jak zwykle narysowałam w darmowym programie on-line: floorplanner.com.









Idzie luty ...... a bałagan robi się sam

Piątkowy poranek  natchnął mnie taką weną i wlał we mnie nowe pokłady nadziei. Może ten rok nie będzie jednak taki przejebany jak lata poprzednie, o ile tylko dam mu szansę. Pomyślałam, że mogłabym skończyć z moim pesymistycznym podejściem do życia, z wyolbrzymianiem problemów, wstawać wesolutka jak skowronek, cieszyć się życiem i śmiać jak głupi do sera. Tymczasem zamiast umyć włosy i zrobić makeup, musiałam 5:15 rozwiesić pranie i wyciągnąć skorupy ze zmywarki. I znowu nie zdążyłam.

Lubicie luty? Luty to taki miesiąc, w którym powinno się pożegnać raz na zawsze złe nawyki, sprzątnąć w szafie i przegonić mole.  W marzec już wejść sprężystym krokiem, zdrowym, silnym i gotowym na wiosenne wyzwania, a nie z deprechą i przemęczeniem,  snując się noga za nogą od samochodu do mieszkania. Należy w końcu zaordynować porządki w domowym biurze, porządki w swoim organizmie, porządki w domowym budżecie, na koncie, lub w skarpecie z kasą.

A co do porządków, to u nas bałagan robi się sam. I nie wystarczą tu porządki przedświąteczne, wiosenne i mycie okien raz do roku.
O sukcesie możemy mówić, jeśli do wieczora utrzymamy zrobiony rano porządek.
Wydaje nam się że ciągle sprzątamy i ciągle jest brudno.
Może nie jest to syf jak w melinie, zwały brudnych saganów w zlewie, smarki w umywalce, ubłocone buty, upaćkane fronty szafek, usmarowana sofa i zarzygany dywan, ale zwykły bajzel z porozrzucanymi ubraniami, walniętymi ręcznikami, rozstawionymi kubeczkami po całym mieszkaniu.

Jeśli chodzi o poczucie porządku to jesteśmy z S na dwóch przeciwnych krańcach galaktyki. W moim odczuciu oczywiście.Gdzie ja jestem do wyrzygu wielbiącą porządek maniaczką. Nie, niestety nie mamy Pani do sprzątania.

Główne źródła bałaganu.

Koty. Koty tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Podstawową prawdą jest ta, że kot uznawany za najczystsze stworzenie świata, też brudzi.
Wszędzie zostawia kłaki, drapie meble, ściany i dywany. Rozlewa wodę, rozsypuje chrupki, roznosi żwir z kuwety.  I to kilka razy dziennie.
Kot nie robi tego jednak złośliwie i te wszystkie problemy rozwiązuje odkurzacz i wilgotna szmatka. Czasami 3 razy dziennie.

Współokatorzy. Lepiej ich nie mieć. Wtedy mamy pewność, że sami nabałaganiliśmy i nie ma na kogo zwalić porozwalanych wszędzie skarpet, albo nie wyniesionych śmieci.

Potomstwo. Dzieci bałaganią wprost proporcjonalnie do swojego wieku. Im młodsze tym mniej. Najmniej bałaganią niemowlęta, które nie nauczyły się jeszcze raczkować. Aczkolwiek i te powodując w domostwie namnażanie się różnych przedmiotów i przydasiów powodują rozszerzenie się bałaganowego chaosu.

Podział obowiązków. Wybaczcie, że nie zajrzałam do żadnego poradnika przed ślubem. Nie mamy ustalonego żadnego grafiku wspólnego mieszkania, nie mamy podziału obowiązków domowych. Każdy robi to na co ma czas. Z zastrzeżeniem, że ja nie uznaję czyszczenia komputera za „porządki” ;).

Dla wszystkich Rodziców, którzy chcą wpoić dzieciom (od najmłodszych lat) umiłowanie porządku polecam najlepszy poradnik jaki znam „BajkiPana Bałagana” Jerzego Niemczuka. Polecam również odświeżać je sobie co najmniej raz do roku w dorosłym życiu.

A dzisiaj to już mi się po prostu nie chce. Te brednie o pozytywnym nastawieniu zacznę wprowadzać w życie od pierwszego… ale marca.
Nie mam na to absolutnie ochoty. Jutro (jak wrócę z pracy oczywiście) będę siedzieć w chacie, pić kawę i czekać na wiosnę. Niech się samo posprząta.
Będę żreć makaron ze szpinakiem i krewetki z czosnkiem, a S. wrąbie ostatnią zamrożoną porcję bigosu.
Ewentualnie podjadę do dyskontu uzupełnić zapasy spożywki.

W domowym zaciszu obmyślę strategię na całą resztą roku. Będę napawać się zimową zgnilizną.

I oby to była końcówka zimy, a nie że w kwietniu sypnie jeszcze białym do lepienia bałwanów i odkopywania samochodu.